Na Krakowskiem wciąż migały
miedzyzdroje hotele |Wakacje |Gry Internetowe
„Na Krakowskiem wciąż migały parasole i leciały bryzgi, ściemniło się jeszcze bardziej; termometr z pewnością wskazywał przeszło trzydzieści stopni i wilgotna siąpanina w niczym nie rozładowywała zaduchu, co na swój sposób przypominał powietrze łazienki, w której dopiero co się wykąpano. Z książkami pod pachą Grossenberg wszedł przez lustrzane drzwi do rozjarzonego hallu Bristolu. Na podniesieniu w głębi tylko przy jednym stoliku siedział ktoś samotny i jadł podwieczorek. Lecz nie był to Leon Wachicki.
Wciąż nie rozstając się z książkami, mecenas wszedł po stopniu na wysłane dywanem wzniesienie i przechodząc obok tego stolika, ukłonił się z niejakim onieśmieleniem.
— Dzień dobry panu — wyrzekł.
Samotny pan spojrzał nań znad filiżanki swym szarobłękitnym wzrokiem — wzrokiem, którym jednakowo życzliwie witał każdego, obojętnie czy był to przyjaciel, czy też przypadkowy znajomy, ktoś miły czy wręcz odwrotnie — niesympatyczny. Podniósł dłoń, cośkolwiek poruszywszy nią w witającym geście. Uśmiechnął się przy tym tak, jak gdyby samą swoją obecnością mecenas sprawiał mu przyjemność.
Lecz Grossenberg — mimo tego uśmiechu i wzroku — nie bardzo był pewien czy został poznany i czy Karol Szymanowski go sobie przypomina. Był mu wszak nader przelotnie przedstawiony kiedyś na werandzie zakopiańskiej restauracji, kiedy to kompozytora otaczała świta wielbicieli oraz przewodników góralskich z ciupagami i w brązo“(5)
fryzjer dla dzieci |Stoły |metody
„Na Krakowskiem wciąż migały parasole i leciały bryzgi, ściemniło się jeszcze bardziej; termometr z pewnością wskazywał przeszło trzydzieści stopni i wilgotna siąpanina w niczym nie rozładowywała zaduchu, co na swój sposób przypominał powietrze łazienki, w której dopiero co się wykąpano. Z książkami pod pachą Grossenberg wszedł przez lustrzane drzwi do rozjarzonego hallu Bristolu. Na podniesieniu w głębi tylko przy jednym stoliku siedział ktoś samotny i jadł podwieczorek. Lecz nie był to Leon Wachicki.
Wciąż nie rozstając się z książkami, mecenas wszedł po stopniu na wysłane dywanem wzniesienie i przechodząc obok tego stolika, ukłonił się z niejakim onieśmieleniem.
— Dzień dobry panu — wyrzekł.
Samotny pan spojrzał nań znad filiżanki swym szarobłękitnym wzrokiem — wzrokiem, którym jednakowo życzliwie witał każdego, obojętnie czy był to przyjaciel, czy też przypadkowy znajomy, ktoś miły czy wręcz odwrotnie — niesympatyczny. Podniósł dłoń, cośkolwiek poruszywszy nią w witającym geście. Uśmiechnął się przy tym tak, jak gdyby samą swoją obecnością mecenas sprawiał mu przyjemność.
Lecz Grossenberg — mimo tego uśmiechu i wzroku — nie bardzo był pewien czy został poznany i czy Karol Szymanowski go sobie przypomina. Był mu wszak nader przelotnie przedstawiony kiedyś na werandzie zakopiańskiej restauracji, kiedy to kompozytora otaczała świta wielbicieli oraz przewodników góralskich z ciupagami i w brązo“(5)
fryzjer dla dzieci |Stoły |metody