Aliści już na pierwszy
Bulterier miniaturowy |wakacje |materace M&K foam
„Aliści już na pierwszy apel społecznego komitetu zoo
Dolina Radości
u — Opowieści...
mieszkańcy Gdańska stawili się w komplecie. Z łopatami i zwierzakami. Ten z pieskiem, ta z kotkiem, jakiś rybak z foką, leśniczy z orłembielikiem i masa dzieci z wiewiórkami, jeżami, kanarkami. No i zaczęło się. Wyznaczono najpiękniejszy teren, zbudowano klatki, zebrano karmę, opracowano wspaniały plan i dalej ani rusz. Życie zwierząt trzeba było oprzeć o budżet, inwestycje, etaty i wiele innych trudnych, a co gorsza kosztownych rzeczy. A rzecz działa się w latach pięćdziesiątych. Ojcowie miasta przypomnieli twardą rzeczywistość. Nie sposób budować pałaców dla zwierząt, skoro ludzie nie mają mieszkań. To był dramatyczny moment dla zoo. Zdawało się, że jeśli plan upadł, porzucić trzeba nadzieję.
Opatrzność zesłała Massalskiego. Był młodym leśnikiem. Miał chłopski rozum i społeczny charakter. Dziś jest magistrem inżynierem, doświadczonym zoologiem, dyrektorem bogatego zwierzyńca, popularnym gospodarzem telewizyjnych spotkań z przyrodą. Zesłanie polegało na nędznej pensji i odcięciu od świata. A także na braku zielonego pojęcia o tym, czego do szczęścia trzeba małpiszonom. Jak na ironię marynarze z m.s. „Bałtyk" akurat przywieźli zielonego koczkodaina. Na jego widok błysnęła dyr. Massalskiemu genialna myśl, aby los ogrodu związać z Polskimi Liniami Oceanicznymi. Sprawa zatoczyła szeroki krąg. Objęła wszystkich armatorów i wielu amatorów. Od „Daru Pomorza" po .Przyjaźń", od „Arki" po „Dalmor". Niemal każda załoga, prawie każdy rejs wzbogacały oliwski zwierzyniec.“(14)
Kajaki |spływy kajakowe |ogłoszenia
„Aliści już na pierwszy apel społecznego komitetu zoo
Dolina Radości
u — Opowieści...
mieszkańcy Gdańska stawili się w komplecie. Z łopatami i zwierzakami. Ten z pieskiem, ta z kotkiem, jakiś rybak z foką, leśniczy z orłembielikiem i masa dzieci z wiewiórkami, jeżami, kanarkami. No i zaczęło się. Wyznaczono najpiękniejszy teren, zbudowano klatki, zebrano karmę, opracowano wspaniały plan i dalej ani rusz. Życie zwierząt trzeba było oprzeć o budżet, inwestycje, etaty i wiele innych trudnych, a co gorsza kosztownych rzeczy. A rzecz działa się w latach pięćdziesiątych. Ojcowie miasta przypomnieli twardą rzeczywistość. Nie sposób budować pałaców dla zwierząt, skoro ludzie nie mają mieszkań. To był dramatyczny moment dla zoo. Zdawało się, że jeśli plan upadł, porzucić trzeba nadzieję.
Opatrzność zesłała Massalskiego. Był młodym leśnikiem. Miał chłopski rozum i społeczny charakter. Dziś jest magistrem inżynierem, doświadczonym zoologiem, dyrektorem bogatego zwierzyńca, popularnym gospodarzem telewizyjnych spotkań z przyrodą. Zesłanie polegało na nędznej pensji i odcięciu od świata. A także na braku zielonego pojęcia o tym, czego do szczęścia trzeba małpiszonom. Jak na ironię marynarze z m.s. „Bałtyk" akurat przywieźli zielonego koczkodaina. Na jego widok błysnęła dyr. Massalskiemu genialna myśl, aby los ogrodu związać z Polskimi Liniami Oceanicznymi. Sprawa zatoczyła szeroki krąg. Objęła wszystkich armatorów i wielu amatorów. Od „Daru Pomorza" po .Przyjaźń", od „Arki" po „Dalmor". Niemal każda załoga, prawie każdy rejs wzbogacały oliwski zwierzyniec.“(14)
<<<< M Chciałbym być zupełnie
| Panna dEspard pragnęłaby >>>>
Kajaki |spływy kajakowe |ogłoszenia